poniedziałek, 20 maja 2019

Na pamiątkę z Włoch



Prezent pożegnalny od Mariny, mojej gospodyni.


Pojechałam do Rzymu przede wszystkim po to, by poznać na żywo antyczną architekturę i sztukę. Nie miałam zamiaru przeszukiwać miasta pod kątem tkanin. Nooo, ale nie byłabym sobą, gdybym jednak nie zrobiła malutkiego planu, że tak się wyrażę "tekstylnego". Bo co można przywieźć z Włoch? Prócz sera, makaronu, oliwy, wina musującego, wina zwykłego, likieru Aperol, kawy, słodyczy... suszonych pomidorów, mąki na pizzę, prosciutto... ufff, na jednym wdechu nie da się tego wymienić... a więc, prócz tego wszytkiego, można przywieźć sobie tkaniny! Te słynne włoskie tkaniny, będące gwarancją  przyzwoitej jakości.

Jeszcze przed wyjazdem znalazłam na blogu Sewing Princess listę sklepów tekstylnych we Włoszech i z radością stwierdziłam, że kilka znajdą się na trasie zwiedzania. Szkoda tylko, że listy tej zapomniałam wziąć ze sobą (została w laptopie w domu) a zapamiętałam jedynie jeden sklep. I oczywiście go odwiedziłam.^^

Na początek zobaczcie ruiny:




Ruiny te znajdują się na placu Largo di Torre Argentina, bardzo blisko miejsca przesiadkowego (Piazza Venezia) i rzut beretem od Panteonu. Nie są słynne w blogosferze z powodu swej historii (tutaj zginął Juliusz Cezar), ale z powodu zamieszkiwania ich przez koty. :) Ale tym razem nie wspominam ich  przez Cezara i koty. Kiedy je znajdziecie, wiedzcie, że znajdujecie się w pobliżu kilku sklepów tekstylnych!

Jeden ze sklepów jest na tym samym placu, to Azienda Tessile Romana:




Sklep o stuletniej historii, rozciągający się na całym parterze kamienicy i zajmujący dodatkowo pierwsze piętro. Jest w czym wybierać! Materiały są pogrupowane gatunkowo i pod kątem przeznaczenia. I jest ich bardzo, bardzo dużo, dość powiedzieć, że tkanin koszulowych jest chyba ze sto belek. Ceny nie głaszczą po kieszeni, poza kilkoma wyjątkami (o zauważalnie niższej jakości) za materiały trzeba zapłacić od dwudziestu kilku euro wzwyż za metr bieżący. Górna granica? Nie sprawdzałam specjalnie, ale sądzę, że sky is the limit. Warto? Każdy ocenić musi sam. Po krótkim przeglądzie półek zorientowałam się, że właściwie znam ten towar. To znaczy  - znam włoskie tkaniny. Przecież od lat kupuję je w Polsce, takie sklepy jak Tesma czy Natan sprowadzają w końcu towar z Włoch. W związku z tym nie poczułam ciśnienia, żeby zaraz natychmiast wynieść ze sklepu pół asortymentu. :) Jednak coś sobie wybrałam, tak na pamiątkę:


Haftowana bawełna, jedna z kilku(nastu) w sklepie...


Inne sklepy w pobliżu to:
  • Paganini(Via Aracoeli 23)
  • Fratelli Bassetti Tessuti (Corso Vittorio Emanuele II 73)
  • Pierlorenzo Bassetti Tessuti (Via del Gesù 60)
  • Francesco Longo e Figli ( Piazza Dell' Dell'Enciclopedia Italiana 50) 
Żeby je wszystkie obejść wystarczy pół godziny. Oczywiście nie licząc czasu poświęconego na wizytę w środku, bo wtedy dzień z głowy. Uczciwie przyznaję, że mnie się nie chciało zaglądać, wystarczyło mi do szczęścia odwiedzenie Aziendy (a może przestraszyłam się cen? albo ujmująco grzecznych ekspedientów;)). Weszłam na chwileczkę do Paganiniego a spoza powyższej listy widziałam jeszcze sklep Valli (dalej od centrum, blisko placu Barberini), gdzie pogłaskałam jedwabie Valentino za 140 euro (macanie na szczęście jest za darmo). Gdybym miała więcej czasu, z pewnością zrobiłabym dokładniejsze rozeznanie i wydała pewnie przy tym mnóstwo pieniędzy. :D


Jednak to nie koniec rzymskich łupów. Jednego dnia udałam się do Ostii w celu relaksu na plaży:


Zielony dzwonek rządzi pod palmami. ;)

Na plaży zaczepił mnie jeden z tych przedsiębiorczych, ciemnoskórych imigrantów z ofertą sprzedaży ręcznika na plażę, oczywiście "oryginalnego, włoskiego, prosto z Indii". Nie zgodziłam się (ci sprzedawcy zaczepiający na każdym kroku byli bardzo uciążliwi), ale potem pomyślałam, że za kilka euro mogę dostać mnóstwo materiału, który niekoniecznie musi posłużyć wyłącznie jako koc piknikowy. W sklepie koło dworca Lido di Ostia kupiłam zatem dwie ręcznie barwione narzuty:



Mniejsza ma rozmiar 140x210cm (koszt 6 euro), natomiast większa 250x280cm (koszt 8 euro)! Bardzo mi się podobają, są z grubszej bawełny i mają piękne kolory. Przewiduję, że będą często występować na blogu w roli tła do zdjęć. :)  Jeśli będą dobrze znosić pranie, pożałuję, że nie kupiłam jeszcze kilku.

Ostatnim moim zakupem związanym z tekstyliami był magazyn z wykrojami Carta Modelli. To chyba włoski odpowiednik polskiego "Szycia". Zielonego pojęcia nie mam, czy cokolwiek kiedykolwiek z niego uszyję. :)




I to wszystkie pamiątki z Rzymu. O przywożeniu jedzenia i picia nie wspomnę, bo nie zamierzam zmieniać tematyki bloga na szeroko pojęty lajstajl. Ale powiem wam, że włoskie spumante jest grzechu warte...



Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza