środa, 12 lipca 2017

Migawki z Linköping





Znowu Szwecja!
A przecież mogłam siedzieć w Polsce. Na pewno znalazłoby się mnóstwo spraw, których należałoby dopilnować. O coś się jeszcze postarać. Porobić dobre wrażenie na dowolnie wybranych autorytetach. Ale kiedyś w końcu trzeba powiedzieć sobie dość, spakować walizkę i wynieść się do bardziej przyjaznego środowiska. 

Straciłam rachubę, który to już raz odwiedzam Linköping. Już dawno minął mi pierwszy i drugi zachwyt widokami. Czystością na ulicach. Designem i architekturą. Ogólnym uporządkowaniem przestrzeni. Ale i tak napawam się tym wszystkim  po raz kolejny. Idę osiedlem pastelowych domków wielorodzinnych i po chwili trafiam na zieleń, wodę, nenufary, przysiadam na ławce albo idę dalej do przybrzeżnej kafejki obok śluz na kanale Kinda. Ktoś z obsługi kafejki jednocześnie pracuje przy śluzach, otwiera je dla przepływających żaglówek. Kawa jest zwykła z ekspresu, ale dolewki są za darmo. Mogę też pójść w zupełnie inną stronę, bardziej w stronę centrum miasta, drogą koło budowy i blisko straszliwej wieży ciśnień, położonej na zalesionym wzgórzu. Koło ścieżki rosną jagody, ale małe i kwaśne. Za to kilkanaście metrów dalej dzika wiśnia częstuje zaskakująco słodkimi owocami. Idę dalej, wkraczam na kolejne osiedle, to chyba te, o którym pisał Mons Kallentoft w swoich kryminałach. Osiedle lekarzy, naukowców. Tutaj podobno zadzierają nosa. Idę bez onieśmielenia, znów kolejna rzeczka, przechodzę przez mostki, ktoś ma willę na zboczu, z ogródkiem kończącym się w wodzie. Po drugiej stronie zabudowania wydziału medycznego uniwersytetu i szpital. Skwer z łopianami o liściach kilkukrotnie większych niż jakiekolwiek łopiany w Polsce. Tuż za przejściem dla pieszych jest już ścisłe centrum. Kolejny park...





 







Siedziałam sobie w Espresso House na latte i cieście (mud cake z bitą śmietaną, to takie czekoladowe ciasto z zakalcem, serio ma zakalec :)). Nieopodal siedzieli, hmmm... można by użyć słowa wytrychu - imigranci. Obcojęzyczni, o śniadej skórze. Jeden z nich w pewnym momencie zapalił papierosa, dym był obrzydliwy, zakasłałam. Kątem oka dostrzegłam, że facet zauważył mój niesmak i chyba potem już pilnował, żeby zapach do mnie nie docierał. Miło było.



Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza