środa, 19 października 2016

Druga randka z owerlokiem





Minęło 5 lat od pierwszej randki z maszyną typu overlock. Związek z Silvercrestem z Lidla nie przetrwał próby czasu, w zasadzie nie mogę sobie przypomnieć żadnej rzeczy, która była od początku do końca wykończona tamtym owerlokiem. Samo przygotowanie do szycia stawało się wyzwaniem, a po krótkim czasie użytkowania część ściegów przestała po prostu działać. Całą historię opisałam w dwóch postach:
Przemyślałam wtedy swoje doświadczenia i doszłam do wniosku, że w zasadzie do mojego szycia nie potrzebuję, a nawet nie chcę używać owerloka. Nawet nie dlatego, że się sparzyłam na bublu. Lubię po prostu szyć na zwykłej maszynie do szycia. Uznałam ponadto, że nie zależy mi wcale na upodobnianiu szytych własnoręcznie ubrań do ich sklepowych odpowiedników, tym bardziej, że z biegiem czasu coraz wyraźniej obniża się ich jakość i naprawdę nie ma do czego równać. Postawiłam na prawdziwe ubrania handmade, bez romansu z przemysłowym stylem produkcji.

A jednak znów kupiłam owerloka. I znów w Lidlu!

O Singerach 15SH754 internet trząsł się od kilku lat. Pojawiają się w Lidlu regularnie, mniej więcej co roku, może co 6 miesięcy - dokładnie tego nie śledzę, bo nie byłam zainteresowana zakupem. Jednak ostatnio wracałam myślami do tematu owerloków. Mój wolny czas od dłuższego czasu jest coraz bardziej limitowany. Uszycie czegokolwiek trwa długo, bo ciągle muszę odkładać pracę na rzecz czegoś pilniejszego. Kończy się tym, że nie mam się w co ubrać, bo w sklepach szkoda mi wydawać pieniędzy*, albo kupuję na szybko jakąś szmatkę. Zaczęłam się w końcu zastanawiać, czy jednak nie zainwestować w owerloka, przecież koszulka czy sweter z dzianiny to i tak nie jest żadne haute couture :D, na maszynie szyje się je trochę za długo (choć w moim przypadku bez większych kłopotów) i może jednak dogadałabym się z jakimś miłym, bezproblemowym urządzeniem z mereżką, dyferencjałem, drabinką i o przyzwoitej jakości. Postanowiłam, że po Nowym Roku, jeśli cena dolara spadnie, zacznę polowanie na coś z rodziny Juki, Elna, Janome.

O Singerze nie myślałam. Nie przekonuje mnie marka. Nie miałam też najmniejszego zamiaru bawić się w PRL i stawać w poniedziałek z rana w kolejce przed otwarciem sklepu, a potem uczestniczyć w walce o pudełko. Pomyślałam, że pojadę sobie do mojego Lidla na spokojnie wieczorem i jak będzie owerlok, to uznam, że był mi pisany i go kupię, a jak nie, to trudno. 

... w szóstym Lidlu z kolei faktycznie był jeszcze owerlok, więc uznałam, że był mi pisany. No co.

Kwota 599zł za owerloka jest bardzo niska. Nie oczekuję po nim wiele. Niech po prostu szyje. Jeśli okaże się wydajny, niezawodny i wystarczająco komfortowy w użytkowaniu, to dołożę do niego coverlocka. Jeśli się zbiesi, ale równocześnie pozwoli docenić szycie na owerloku, to wrócę do pierwotnego planu i będę polować na kombo z funkcją drabinki. Póki co, po tygodniu użytkowania i testowania kilku dzianin i grubej tkaniny, jest zadziwiająco miło, choć znalazłoby się parę zarzutów.
Nie będę się spieszyć z pełną recenzją, bo i tak w Lidlu już nie ma tych owerloków.



* nie dotyczy sklepów z tkaninami i pasmanterią. He, he.