środa, 31 grudnia 2014

Na koniec roku





Ostatnie dwanaście miesięcy było bardzo intensywne. Włókiennictwo pochłonęło mnie całkowicie i chyba nic mnie już nie zniechęci od zajmowania się nitkami.:)  Nie obyło się bez kryzysów - pomijając te oczywiste podczas szycia ubrań, bo one są i będą na wieki wieków i nie ma co się nad nimi rozwodzić. Każdy czasem zaczyna się zastanawiać, czy to, co robi, ma sens. Mnie wątpliwości dopadły koło października i wstawanie wtedy z łóżka było utrudnione, bo ciężko funkcjonować na wysokich obrotach bez odpowiedniej motywacji. Na szczęście rok kończę w znacznie lepszym nastroju i myślę, że w kolejnym chęci do pracy nie zabraknie.

Nawet jeśli zniszczę kolejną parę ukochanych butów.*

Podsumowując w zeszłym roku:
  • trochę poszyłam;
  • trochę poblogowałam;
  • duuuuużo się nastudiowałam na mojej drogiej polibudzie;
  • ale w listopadzie dostałam za to kasę i będę ją dostawać aż do czerwca (stypendium naukowe, hura!);
  • nie dziergałam i nie szydełkowałam (szkoda);
  • nie kupiłam żadnej maszyny do szycia (po zakupie w 2013 roku Horajzona mam szlaban na maszyny od męża, ha ha);
  • kupiłąm stanowczo za dużo tkanin (nie mam wyrzutów, gdzie będzie im lepiej niż u mnie? ;D);
  • dostałam kilka razy apopleksji po przeczytaniu ewidentnych bzdur, jakie ludzie wypisują na temat tekstyliów (jak np. Charlize Mystery w swojej książce - nie linkuję, nie warto promować tego wydawnictwa).
 W przyszłym roku na razie mam jeden cel. Postanowiłam zapisać się na profesjonalny kurs konstrukcji i modelowania odzieży damskiej! Dla własnej przyjemności, bo zawodowo wolę się zajmować innymi aspektami włókiennictwa.

Udanego Nowego Roku wszystkim, niech Wam się wszystko uda!


* Produkowałam w laboratorium wiskozę i nie wiedzieć kiedy płyn przędzalniczy poplamił mi buty na pomarańczowo. Płyn ten ma w składzie dużo paskudnych substancji, w tym ług sodowy, więc skóra na kozaku nie miała szans. Trochę zeszło po occie, ale nie całkiem. Moje biedne butki. :(((


4 komentarze :

  1. Ojej, produkowałaś wiskozę! To brzmi tak doniośle:D Chciałabym też taki kurs konstrukcji, jak na razie kupiłam sobie brystol, linijkę i parę książek. Kurzą się już trzeci rok. Może jakieś relacje z Twoich zajęć zmobilizują? Życzę wszystkiego miłego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki pewnie mamy te same :) Trochę się pobawiłam samodzielnie konstrukcją, ale chcę poznać różne sztuczki, o których wiedzą tylko praktycy. Nic nie zastąpi nauki na żywo. :) Kurs będzie dopiero wiosną, ale na pewno o nim wspomnę.

      Usuń
  2. Ja też chętnie zapisałabym się na taki kurs, koniecznie daj namiary :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam, kiedy sprawdzę osobiście, że warto. :)

      Usuń