piątek, 5 czerwca 2015

Piątek na luzie





Czasem po prostu ubranie nie powinno przeszkadzać. Szczególnie w leniwy, długi weekend, kiedy trzeba najpierw pojechać na rynek po truskawki a potem, całkowicie spontanicznie, na absolutnie najlepszą wuzetkę i latte do cukierni kumpla z liceum. :) Strategia jest oczywista - luźna koszulka i spódnica na gumkę!

Tiszert kupiony w Carry zrobiony jest z cieniutkiej dzianiny wiskozowej i jest conajmniej o rozmiar za duży, więc zupełnie nie przeszkadza. A spódnica to moje dzieło sprzed prawie roku.




Dzianinę znalazłam na Tkaniny.net za dosłownie grosze i choć wiedziałam, że to będzie zwykły, twardy poliester, zamówiłam dwa metry. Czasem nie warto wydawać kroci na włoskie jedwabie, na kieckę "wycierusa" wystarczy te 13 złotych. ;) Niestety potem musiałam zapłacić stacjonarnie za podszewkę dwa razy tyle, choć metrażowo potrzebowałam tylko 80cm... i kupiłam też zwykły, poliestrowy single jersey. Miłośnicy naturalnych surowców już mogą załamywać ręce - mamy tu do czynienia ze stuprocentowym syntetykiem! Ale za to całkowicie niegniotącym. :)))

Uwielbiam ten wzór w drobne kwiatuszki. Kojarzy mi się z latami siedemdziesiątymi.




Nie polecam dzianin syntetycznych na temperatury powyżej 20 - 23 stopni. Robią się "duszne". Nie mówię tutaj o specjalistycznych dzianinach sportowych, bo to zupełnie inna bajka i w nich zastosowanych jest wiele trików, żeby komfort fizjologiczny użytkownika został zachowany. Zwkłe dzianiny mają raczej wyglądać niż działać, ale podczas ciepłej wiosny i w ubraniach nieprzylegających do ciała mogą się nieźle sprawdzać. Łatwo się piorą, nie wymagają żelazka i kosztują relatywnie mniej od celulozowych/naturalnych odpowiedników. Czego chcieć więcej od weekendowego ubrania. :)





niedziela, 31 maja 2015

Czy można mieć za dużo wykrojów do szycia?



Kupowanie magazynów z wykrojami jest strasznie przyjemne. Poszłam sobie do miasta i wróciłam z naręczem archiwalnych Burd. I jedną aktualną. :)




Wracam dziś do pewnych rozważań z poprzedniej notki. Ile warto zapłacić za wykrój? Czy taki pojedynczy, pakowany w folię i gotowy do wycięcia jest tani czy drogi? Czy Burda z dziesięcioma wykrojami cudownie rozmnożonymi w dwadzieścia modeli jest tania? Trudno poza tym rozmawiać o tzw. opłacalności, kiedy wiadomo, że ani czas ani fizyczne możliwości nie pozwolą na ich pełne wykorzystanie. Czy ktokolwiek kiedykolwiek uszył WSZYSTKO z pojedynczego numeru Burdy? A jaki procent osób uszył więcej niż jeden model? Być może tylko promil szyjących odpowiedziałoby twierdząco. Niektórzy próbują z tym walczyć, ustalają, że każdego numeru coś uszyją i realizują zamiar, dopóki nie trafią na taką Burdę, w której nic nie odpowiada im gustom. Albo uszyją wtedy coś na siłę, albo złamią postanowienie. Tak czy siak kończą z wyrzutami sumienia.

Po co kupować tyle wykrojów? Wprawdzie nie zawsze płaci się za nie cenę regularną, można zdobyć je stosunkowo tanio na stoiskach z przecenioną prasą i w antykwariatach. Są też aukcje internetowe i portale z lokalnymi ogłoszeniowe, choć czasem oferty osób prywatnych mają niezbyt korzystne ceny. Kiedy byłam w Szwecji, tamtejsze secondhandy były prawdziwymi kopalniami skarbów - zawsze można było znaleźć w osobnym kąciku pudła z pojedynczymi wykrojami Burdy, Stil, Neue Mode, Simplicity, wszystko w doskonałym stanie, czasem nawet nieużywane. Jak tu się nie skusić, jeśli sztuka w przeliczeniu kosztowała 2-3zł? :)Po kilku wizytach miałam już niezłą kolekcję. Do dziś nieużywaną...




A może jednak lepiej nie próbować racjonalizować swojego hobby, jeśli tylko przynosi w ogólnych rozrachunku radość? Dziewczyny zza Wielkiej Wody nie mają dylematów. Powiększają swój szyciowy dobytek i wydaje się, że niezmiernie rzadko mają z tego powodu wyrzuty sumienia. Wyjaśniają to prosto - jeśli kupowanie przedmiotów związanych z hobby nie powoduje zapaści domowego budżetu, to czemu się ograniczać? Ekonomiczne podejście do życia nie zawsze jest właściwe. A granic własnego zdrowego rozsądku nie powinno się wyznaczać na podstawie opinii postronnych obserwatorów. Myślę, że każdy sam umie wyczuć ten moment, kiedy zebrane przedmioty zaczynają człowieka w jakiś sposób obezwładniać. Tak, opłacalność wykrojów kończy się, kiedy zaczynamy ową opłacalność rozważać przy każdej okazji. Na przykład późną nocą na blogu. ;)

Być może za jakiś czas wstanę rano i pomyślę, że wystarczy już gromadzenia. Ale póki co cieszy mnie moja kolekcja.


Koniec rozważań! Czy już wszyscy zauważyli, że spodnie typu dzwony znów stają się modne? Jesienią będzie ich zatrzęsienie, warto je uszyć, zanim zaczną w nim chodzić nawet dzieci w przedszkolu. ;)


Dzwony najlepsze w stylu retro, byle nie z bistoru* ;)

* - bistor - paskudna, poliestrowa tkanina z lat 70, która trwale popsuła poliestrowi opinię, choć swego czasu był na nią szał,o ile wiem. Nie gniotła się i to była jej jedyna zaleta. Moja mama miała kilka ubrań z bistoru, naprawdę nie ma czego wspominać... ;)))



niedziela, 3 maja 2015

Szycie w weekend majowy





Jednym ze sposobów na efektywne wykorzystywanie limitowanego czasu poświęconego na krawieckie przyjemności jest zminimalizowanie czynności koniecznych do stworzenia nowego ciucha aczkolwiek niezbyt przyjemnych. Takich na przykład jak kopiowanie wykroju z Burdowego arkusza. :) Dlatego postanowiłam zainwestować w gotowe, pojedyncze wykroje, które po prostu wycina się nożyczkami i już - nic nie trzeba odrysowywać, można od razu kroić materiał i szyć. Cudowna sprawa!

I oto uszyłam sobie jegginsy - na podstawie wykroju Burda Young 6926. Poszło błyskawicznie - przesyłka z wykrojem przyszła w czwartek poprzedzający długi weekend a dziś jest niedziela i są już nawet już fotki z gotowym ciuchem:




Garść uwag i spostrzeżeń:
  • wykrój przeznaczony jest do tkanin bielastycznych i raczej nie kusiłabym się na uszycie go z tkaniny elastycznej jedynie w poprzek bez poprawek...
  • ... co też uczyniłam, bo tylko taką tkaninę miałam na stanie. ;) Przede wszystkim przedłużyłam szew siedzeniowy z tyłu o 3,5cm i podwyższyłam linię talii o 1cm po bokach. Wzięłam za wzór gotowe jegginsy, które bardzo lubię i noszę.
  • Przedłużyłam nogawki o 3cm...
  • ... a po przymiarce okazało się, że nie tylko trzeba je przedłużyć, ale też kompletnie przemodelować od kolan w dół, bo Burda zrobiła wykrój na łydki godne słonia. Poprawki robiłam w sposób, którego nie znoszę, czyli spinałam nadmiar szpilkami na sobie i wyrysowywałam nowy szew. Zdecydowanie wolałabym popracować na papierowej formie, ale w tym wypadku miałam już przestębnowany na gotowo szew wewnętrzny i nie było innej opcji.
  • Ozdobne przeszycia zrobiłam nićmi Saba 30 firmy Amann.
  • Tkanina (z Allegro) farbowała w sposób straszliwy, ale jegginsy po praniu na szczęście już nie brudzą.


Nienawidzę pozować...


Choć było trochę kombinowania podczas szycia,to jednak nie żałuję zakupu wykroju. Jegginsy to podstawa mojej garderoby i warto było trochę popracować nad dopasowaniem, bo pewnie uszyję jeszcze niejedną parę. Być może pojedyczne wykroje wydają się drogie, ale po pierwsze korzysta się z nich zdecydowanie wygodniej niż z regularnego magazynu Burdy (tudzież Annny lub Ottobre), a po drugie i tak już na jednym ciuchu oszczędza się w stosunku do ceny podobnego w sklepie - moje portki wyniosły (łącznie z materiałem) około 25zł. :)