piątek, 4 kwietnia 2014

Portki co miały być legginsami albo jak Aire kupowała flizelinę :)





Mój post o urodzinowym kubku z Teslą spodobał się pewnej pani z Kristoffa i pojawił się na facebookowej stronie firmy. Bardzo mi miło z tego powodu. :) 

A tymczasem wracamy do spraw bieżących. A właściwie zaległych. Szycie tych spodni zaplanowałam na pobyt w Szwecji - kiedy pakowałam się na wyjazd, brałam tylko te tkaniny, których przeznaczenie było ściśle określone, a ową kwiecisto-dżinsopodobną kupiłam w Tesmie* specjalnie na spodnie. A właściwie legginsy. I powstałyby legginsy, gdybym była równie zmyślna podczas pakowania wykrojów! Niestety, tutaj doznałam zaćmienia umysłu, ale jak można myśleć rozsądnie, kiedy jeszcze na godzinę przed wyjazdem trzeba jechać na uczelnię po ostatnie zaliczenie u doktora P.? Zaliczenie się udało lepiej niż się spodziewałam, ale wykrój został w Polsce. Trudno. Trzeba było brać taki fason, jaki wypadł z walizki. 

A wypadł burdowy model  na spodnie z elastycznego materiału i było nawet zastrzeżenie, że należy szyć wyłącznie z elastycznych tkanin. Super! Idealne dopasowanie posiadanych zasobów do projektu!...

... ale zaraz... czy pakował ktoś do walizki flizelinę? guziki? suwaki? FLIZELINĘ???

...
...
...

Szwecja to nie jest dziki kraj i można tu kupić wszystko co potrzebne do szycia, przynajmniej w moim mieście. Naprawdę. :) Ale nie wiedzieć czemu uparłam się, że nie kupię flizeliny stacjonarnie. Nie i koniec. Kupię przez internet w fajnym szwedzkim sklepie i na decyzję zupełnie nie wpłynął fakt, że przy okazji mogła wpaść do koszyka wspaniała, biała bawełna z wyprzedaży. :) Zamówiłam i ustawiłam czas oczekiwania na kuriera na jakieś 2-3 dni. 
Resztę poniekąd znają bywalcy Facebooka.
Najpierw okazało się, że szwedzki sklep wysyła z Niemiec. Bo to tak naprawdę niemiecki sklep.  A potem okazało się, że według firmy kurierskiej tak naprawdę nie mieszkam tam, gdzie mieszkam, a poza tym dwa razy odmówiłam przyjęcia przesyłki! Co jest absolutnie niemożliwe, bo nawet przez sen bym tego nie zrobiła, nie ten poziom uzależnienia! Dzień za dniem upływał, a ja próbowałam się dogadać w trzech językach co jest nie tak z moją przesyłką i dlaczego mnie nie ma, choć wydaje mi się, że jestem. Już nie wspomnę, że niesamowicie rozwinęłam zasób przekleństw, sarkastycznych uwag i komentarzy pełnych jadu (większość padała do ściany, bo jednak jestem grzeczną dziewczyną).
I kiedy już zniecierpliwiona poszłam do sklepu stacjonarnego i kupiłam flizelinę... kurier w końcu przyjechał. I tym sposobem miałam flizelin dwie. :)
Co do suwaka to sprawa była banalna. Poszłam do szmateksu i w ciągu minuty znalazłam taki o odpowiedniej długości i kolorze. Tak dla odmiany. ;)

Oto są spodnie:





Nie wiem, czemu Burda kazała szyć z tkanin elastycznych. Spodnie są za duże. Niewiele, ale jednak. Zaś samo szycie nie nastręczało żadnych trudności, moja bawełna z lycrą poddawała się wszelkim operacjom bez  kaprysów. Mimo wszystko wolałabym jednak mieć legginsy, ale co się odwlecze... nawiasem mówiąc, kiedy już skończyłam szyć i spodnie wisiały na wieszaku, pojawił się w sklepach nowy numer Ottobre, a tam... tak, tak, wykrój na legginsy. Ha, ha.









Chyba je polubiłam. Choć kiedy pierwszy raz pojawiłam się w nich publicznie, usłyszałam, że wyglądają jakby były uszyte z zasłonki. :) Ale jak wiemy, u mnie tekstylia nie muszą pełnić funkcji, do których były pierwotnie przeznaczone, więc wszystko w porządku.

Aha. Kupiłam nowy materiał na legginsy. Może tym razem się uda. :P


* podaję linka tylko dlatego, że sprawdziłam sklep osobiście i mogę go polecić z czystym sumieniem
 

poniedziałek, 31 marca 2014

Oczopląs





Wróciłam ze Szwecji do Polski i jak zawsze zapragnęłam zmian. Niewielkich, bo czasu mam jeszcze mniej niż jesienią.
To, że tkanina może być obrazem, jest oczywiste nie od dziś. Na świecie projektanci dawno uznali, że tekstylia to idealne płaszczyzny na barwne obrazy i nie szkodzi, że mogą zostać pocięte. Czemu nie? Przecież może w ten sposób powstać nowa, interesująca kompozycja, może czasem nie do końca idealna, ale czy w dzisiejszych czasach nie jesteśmy już zmęczeni szukaniem ideałów?


 


Dwa lata temu włożyłam w ramki tkaninę Svena Fristedta i długo jej pozycja nie była zagrożona, jednakże od chwili kiedy ujrzałam ÄLGÖRT (projekt N Aalto/E Hagman/P Laine), wiedziałam, że ten różowo-żółty las z pokracznymi łosiami musi jakoś zaistnieć w moim domu.

Dziesięć minut roboty i pokój zrobił się weselszy. W sam raz na wiosnę. :)






Połączenie pomarańczów, różów i żółcieni darzę grzesznym uczuciem. Grzesznym, bo dla niektórych takie combo jest nieakceptowalne, trąci kiczem i powoduje niezdrowy oczopląs. Uwielbiam też moją żółtą komodę, którą wyciągnęłam z komisu za gorsze i sprowadziłam do domu nie zwracając uwagi na wymowne spojrzenia rodziny. :) Trudno, nie sprostam gustom wszystkich, ale za to Chopinowi chyba się podoba:




Czyż tkanina nie jest najbardziej wszechstronnym środkiem do upiększania życia codziennego? Po prostu - nie ma jak włókno. ;)


niedziela, 23 marca 2014

Herbata z Teslą na urodziny





W piątek miałam urodziny. Ciężko już zliczyć które z kolei, bo dawno zabrakło mi paluszków. ;) Ale urodziny są fajne. A w tym roku były wyjątkowo fajne, bo dostałam w prezencie porcelanowy kubek z Teslą. :)

Seria "Great Inventors" z (polskiej) fabryki porcelany Kristoff zauroczyła mnie od pierwszego wejrzenia. Klasyczne kształty o wzornictwie mającym kilkudziesięcioletnią historię i bardzo, bardzo nowoczesna, czarno-biała grafika. I złote ucho! Oraz temat przewodni, wprost idealny dla dziewczyny z polibudy. ;) Nie musiałam wiedzieć, że kolekcja zdobyła nagrodę Must Have na zeszłorocznym Łódź Design Festiwal. Musisztomieć było oczywiste.

Oto Nikola Tesla taplający się w herbacie z cytryną:


Autorką projektu jest Kaja Kusztra


Nikola Tesla to był gość! Nie dostrzegamy na co dzień, ile mu zawdzięczamy, a tak naprawdę z efektami jego pracy stykamy się w praktycznie każdym momencie życia.To Tesla przyczynił się do rozpowszechnienia prądu przemiennego, a nikt chyba nie zaprzeczy, że bez elektryczności ciężko obecnie funkcjonować. Ile przedmiotów w domu wymaga podłączenia wtyczki do gniazdka? No właśnie. :)

Ale Nikola nie miał wcale łatwo. Musiał stoczyć ciężkie boje z Edisonem (tym od żarówki... i krzesła elektrycznego), który chciał produkować prąd stały. Edison miał mocny argument w garści - prąd stały jest bezpieczniejszy dla człowieka. Argument tak istotny, że pomijał fakt, iż dystrybucja prądu wymagałaby mini elektrowni na każdym rogu ulicy. To przecież nawet lepiej dla przedsiębiorcy, prawda? ;) Ale jak wyglądałoby miasto? 
Na szczęście Tesla w końcu wygrał. Aby pokazać, że prąd przemienny nie jest taki straszny, zorganizował pokaz, na którym sam wystąpił i pozwolił, by prąd przepłynął przez jego ciało. Przy okazji spektakularnie postrzelał błyskawicami, dzięki czemu do dziś jest znany jako władca piorunów. 

Z Edisonem nigdy się nie polubili... ;D



Krótka ściąga z biografii Tesli z tyłu kubka.


Świętowałam urodziny przy butelce advocata - znalazła się okazja, żeby wypróbować kieliszki wypatrzone w jednym ze szwedzkich secondhandów. :) Truskawki okazały się niezbyt smaczne (ale czy o tej porze roku mogą być dobre?), jednak ogólnie impreza się udała. 

No i wiosna w końcu przyszła! 




Linki: