środa, 27 sierpnia 2014

Szycie po fińsku z Ottobre Design





Ottobre to kolejne czasopismo (po Burdzie, Neue Mode, Nowym Pramo i Annie Modzie na Szycie) z wykrojami do szycia, jakie zdarzyło mi się używać. Redakcja mieści się w Finlandii i oryginalnie jest wydawane w języku fińskim, ale ja je spotkałam pierwszy raz w Szwecji i mam je w języku szwedzkim. Bardzo popularne jest w krajach anglojęzycznych, jako że i anglojęzyczna wersja jest dostępna. Dziewczyny chwalą modele za dobre dopasowanie i ponadczasowość. Cóż, "ponadczasowość" i tzw. klasyka oznacza zazwyczaj, że ciuchy są bezpieczne, żeby nie powiedzieć nudne. ;) Ale w końcu w szafie dobrze mieć też ubrania bazowe, prawda? 

Ottobre nie jest grube i wychodzi jedynie dwa razy w roku, o ile wiem w okolicach lutego i sierpnia (właśnie wychodzi kolejny, zimowy numer). Papier jest gruby i błyszczący, również ten z wykrojami, co wróży trwałość w użytkowaniu. Jednak za tę przyjemność płaci się - w przeliczeniu około 40zł niezależnie od kraju.




Każdy model jest dostępny w rozmiarach 34-52 i prezentują je najróżniejsze modelki, nie ma podziału na kolekcję dla szczupłych i szczupłych plus. Pod opisami jest metryczka, gdzie można przeczytać jaką konkretną tkaninę użyto do projektu, poznać źródło dodatków... a także wzrost i rozmiar fotografowanej dziewczyny. Pani powyżej ma 168cm wzrostu i rozmiar 46. :)




Arkusz z wykrojami wydaje się czytelny, ale uwaga - każdy rozmiar jest rysowany tą samą linią ciągłą i w niektórych miejscach można się pomylić! Na szczęście różne modele są oznaczane różnymi kolorami, więc przynajmniej nie narysujemy części od spodni przechodzącej w część rękawa. :D




Rysunki techniczne też są troszkę inne, bardziej jakby spontaniczne i z wypełnieniem imitującym oryginalną tkaninę.




W opisie szycia, jeśli model jest wykonany z tkaniny elastycznej, zawsze jest podana elastyczność. Czyli jeśli chcemy uszyć podobną rzecz, to żeby leżała podobnie, musimy szukać czegoś rozciągliwego, przykładowo, o 15%. I znów uwaga - to nie oznacza wcale, że lycry w składzie musi być 15%. To 1 metr materiału ma się rozciągać o 15cm. 

Z Ottobre uszyłam do tej pory dwie rzeczy. Pierwsza to była bluzka dzianinowa i choć to prosty wykrój, to faktycznie podobało mi się dopasowanie do figury (nawet w dzianinach warto robić zwężenie w talii!). Jednak była to typowa dzianina i trudno właściwie ocenić jakość pomysłów Ottobre. Zresztą i tak jej nie skończyłam, bo dzianina przestała mi się podobać.
Natomiast ostatnio uszyłam legginsy z tkaniny podobnej do dżinsu, ze srebrzystą warstwą wierzchnią i lycrą w składzie. Tkaninę wyciągnęłam z kosza z resztkami w absolutnie cudownym sklepie tekstylnym w Linkoping, jeśli chcecie zachować rozsądek i pieniądze w portfelu, to tam nie chodźcie. Ottobre przewidziało pasek i zapięcie na suwak kryty z boku a także suwaki przy nogawkach, ja jednak ze wszystkich trzech zrezygnowałam, bo uznałam, że nie będą konieczne przy takiej elastyczności. Zostawiłam jednak zaszewki. Nogawki przedłużyłam o 10cm, bo modelce na zdjęciu ledwie zakrywają łydki. I na koniec ROZMIAR. Według Ottobre wykroje nie mają zapasów na szwy i należy je dodać w wymiarze 1cm. Zrobiałm dokładnie tak, jak chcieli... po czym po przymierzeniu papierowej formy do gotowych legginsów ze sklepu ścinałam naddatki o ten centymetr. Legginsy wyszły idealnie. To ma Ottobre dodane zapasy na szwy czy nie? :)


Modelka na zdjęciu ma rozmiar 40 i wzrost 172cm


Ottobre wydaje jeszcze żurnal dla dzieci, chwalony jeszcze bardziej niż ten dla dorosłych. Na stronie firmowej można obejrzeć wszystkie numery łącznie z rysunkami technicznymi oraz ewentualnie wykupić prenumeratę. Wysyłają do Polski. ;)



czwartek, 21 sierpnia 2014

Poszyjmy razem w Łodzi!


 
 


Szycie w internecie to temat szeroki i głęboki, prawda? Można dowiedzieć się wszystkiego, znaleźć odpowiedź na każde pytanie. Ale mimo wszystko czasem wydaje mi się, że to takie lizanie cukierka przez papierek. Miałam to szczęście, że dorastałam w domu, gdzie szycie było czymś codziennym. Szyła moja babcia (która niestety zmarła przed moimi narodzinami), szyła moja mama (baaardzo niechętnie;)) i szył mój tata, którego z fascynacją podglądałam, kiedy pracował nad wykrojami. Dzięki niemu łyknęłam podstawową wiedzę o krawiectwie nawet nie zdając sobie z tego sprawy! Widziałam, jak ojciec kroi, zszywa, wykańcza brzegi, podwija, ustawia naprężenie w maszynie, zmienia ustawienia ściegów... a potem go naśladowałam. I zanim skończyłam podstawówkę nosiłam już własnoręcznie zrobione ciuchy. 

Internet nie zastąpi kontaktu z żywym człowiekiem. Żadna lekcja nie wejdzie tak do głowy, jak taka, której doświadczyło się osobiście. Dlatego gdy Eduszka wymyśliła, że fajnie byłoby urządzić warsztaty szyciowe na żywo, od razu pomysł mi się spodobał. :)
 Zatem serdecznie i gorąco zapraszamy na


Warsztaty szyciowe w Łodzi


termin: 13 września, godz. 11
miejsce: uzależnione od liczby chętnych, ale nie będzie to koniec świata tylko okolice centrum

Co będziemy robić?
Na pewno będziemy coś szyć. :) Możemy wymienić się tkaninami i pasmanterią. Ja przyniosę żurnale niedostępne w Polsce (Ottobre i Allt om Handarbete) oraz książki o konstrukcji. Wszystko zależy od chęci i oczekiwań uczestników!

Mile widziani są wszyscy, niezależnie od poziomu zaawansowania
w szyciu. :)

 

Zgłoszenia  można zostawiać tutaj, na Facebooku i oczywiście u Eduszki.


Jestem przekonana, że będziemy się fajnie bawić i każdy wróci do domu zadowolony i bogatszy w nowe doświadczenia. Szycie jest super a szycie w towarzystwie jest najlepsze. :)



sobota, 16 sierpnia 2014

Sukienka, Która Na Pewno Się Nie Uda(ła)





Ta sukienka miała się nie udać. Bo niby czemu miałaby zrobić mi tę uprzejmość? Od samego początku czułam się podczas szycia podejrzanie dobrze. Wymodelowałam zaszewki piersiowe i zrobiłam szybki muslin, tak dla porządku, bo staram się być dokładną krawcową*. Zwęziłam lekko ramiona. Dół powstał w skandaliczny sposób, przedłużyłam po prostu linię wykroju bluzki i zamknęłam zaszewki, żeby uzyskać linię A. Czułam się tak zajefajna jak Brummig, bo akurat podczytywałam sobie jej bloga :)
A potem okazało się, że nie wiem, gdzie mam talię, a bez tej wiedzy nie wiem, gdzie usadowić szew łączący górę z dołem. W dopasowanym kroju nie ma przebacz - wszystko musi leżeć we właściwym miejscu. Talia została wyznaczona eksperymentalnie poprzez prucie i przymierzanie i okazało się, że jest wyżej o kilka centymetrów. To ci dopiero :)
A na koniec udało mi się wdać suwak kryty w szew z tyłu i utworzyć tym samym malownicze fale na plecach. To wtedy pożaliłam się na Facebooku, że mam tej kiecki dość. ;))) Ale ponieważ I Tak Miała Się Nie Udać, to ją dokończyłam, bo co mi szkodziło.

I tak powstała sukienka, którą sama wymyśliłam i sama zrobiłam konstrukcję. :)






Wiecie - zazwyczaj kiedy szyję, marudzę bardzo mocno; wszyscy moi najbliżsi zaświadczą, że mam ochotę rzucać każdy swój projekt w diabły, bo czuję, Że Się Nie Uda. Ale szycie na podstawie własnych wymiarów daje niesamowity komfort. Źle wszyty suwak czy przesunięcie pasa to drobiazgi, które owszem, psują humor na chwilę, ale za to na mecie po wypięciu ostatniej szpilki mamy ubranie, które PASUJE**. Po przerobieniu lekcji z konstrukcją nawet poprawa gotowych wykrojów będzie szła sprawniej. 
Tylko mierzcie się dokładnie ;)))

* A ponieważ dokładność nie jest moją naturalną cechą, po każdym szwie muszę odpocząć i przemyśleć całe życie, by zmotywować się do kolejnego dokładnego szwu. I stąd gotowe rzeczy pojawiają sięna blogu raz na ruski rok :D
** No dobra, w talii powinnam była jeszcze trochę zwęzić, hmm.