piątek, 26 września 2014

O inspiracji





inspiracja
1. «natchnienie, zapał twórczy»
2. «wpływ wywierany na kogoś, sugestia»

inspirować się
1. «czerpać skądś natchnienie»
2. «inspirować jeden drugiego»

kreatywny
«tworzący coś nowego lub oryginalnego»

Internet jest fajny. Wiadomo, truizmem będzie stwierdzenie, że przy odrobinie wysiłku można znaleźć w nim wszystko. No, prawie wszystko. Bo szukanie natchnienia w sieci bywa zdradliwe. 

Po kilkunastu latach surfowania nabyłam lekkiego uczulenia na słowo inspiracja, szczególnie gdy po raz tysięczny czytam je na tzw. blogach kreatywnych. Ktoś się zainspirował i zrobił Coś, po czym w niezwykle twórczy sposób opisał swoje wiekopomne dzieło w krótkiej notce okraszonej obowiązkowo milionem zdjęć (najlepiej w efektem makro). "Zainspirowałem się Tym" czytam i klikam w link, a tam bliźniaczy pierwowzór Cosia i w tym momencie zaczynam się zastanawiać, czy nie uczciwiej byłoby napisać "Postanowiłem skopiować To i zrobić dla siebie Cosia, bo pomysł jest świetny"? I tak dobrze że jest podane źródło inspiracji, bo ludzie potrafią pokazywać swoje prace bez zająknięcia się, że wcześniej przestudiowali czyjś podobny w formie dorobek. ;)

Nie chcę zajmować się w tym poście plagiatami, bo to nie ma nic wspólnego z twórczością. My wszyscy wzajemnie na siebie wpływamy i ulegamy wpływom, bardziej lub mniej świadomie. Chodzi o to, że używając tylko i wyłącznie internetu do szukania natchnienia, wszyscy w pewnym momencie zaczynamy pisać podobne posty i pokazywać podobne rzeczy. Brakuje nam szerszego spojrzenia. Dawno temu dyskutowałam na pewnym forum właśnie o inspiracji i napisałam wtedy, że najlepiej, gdy przychodzi z miejsc najmniej oczywistych. To ćwiczenie umysłu i kojarzenie rzeczy z najróżniejszych dziedzin, oderwanie się od oczywistości. Krytyczne podejście. Solidna podstawa w postaci obejrzanych filmów, przeczytanych książek i odwiedzonych muzeów. Moją opinię podtrzymuję, szczególnie teraz gdy mam na co dzień kontakt z osobami zręcznie kopiującymi trendy w sytuacji, gdy powinny je wyznaczać (a przynajmniej się starać je wyznaczać). Ale czy to ich wina? Czy szkoły (nie tylko artystyczne) uczą kreatywności? Ponieważ sama studiowałam artystyczny kierunek, mogę stwierdzić, że bywa z tym ciężko. A internet i bogactwo jego zasobów pomaga ale w końcu odbije się czkawką.


No, ale przecież w internecie znalazłam listę "33 sposoby by pozostać kreatywnym", jest fajna i z pewnością wszyscy ją już znają, bo sieć to jedna, globalna wioska. :) A gdyby komuś było mało, to tutaj znajdzie 70-punktową listę autorstwa bardzo sympatycznego pastora.

Miłego weekendu!





wtorek, 2 września 2014

Burda, ach ta Burda :)



Kiedy wychodził tegoroczny lutowy numer Burdy, ja tkwiłam na uczelni w środku paskudnej sesji i jednocześnie szykowałam się do wyjazdu do Szwecji, więc zupełnie nie miałam głowy do uważnego i konstruktywnego przejrzenia zawartości. Głowę odzyskałam, niestety, dopiero w lipcu po kolejnej sesji, ale gdy już ją odzyskałam, to bardzo mi się ta Burda spodobała. A najbardziej wpadła mi w oko ta sukienka:


źródło Burda


Kiecka ma same zalety, ma nowoczesny krój, jest luźna i nawet można ją nosić z legginsami, a legginsy są lubiane przez wszystkie tygryski. ;) Aż się prosiła o szycie, tym bardziej, że odpowiednia tkanina leżała sobie w szafie. 

Coś mnie jednak tknęło. "Babo", powiedziałam sobie czule. "Tyś jest ciągle niezadowolona z ciuchów, zanim rozpykasz 2,5 metra porządnego materiału i będziesz wyć, że znów_się_nie_uda, weź i zrób najpierw coś mniejszego. Patrz jaka fajna bluzka i ten sam wykrój. Każą to szyć z krepy, a ty masz krepę poniewierającą się na półce. Uszyłaś już jedną kieckę z krepy i jesteś zadowolona No weeeeź, szyj tę bluzkę. Patrz, ile pod nią będzie miejsca na porządny obiad! ;P". "Dooobra, obiad mnie przekonał. :D" odpowiedziałam, bo byłam głodna.


 źródło Burda


I po tym lekko schizofrenicznym dialogu poszłam i wycięłam papierowy wykrój - najmniejszy jaki był - a następnie skroiłam materiał. Zazwyczaj skracam ramiona, ale skoro modelce na zdjęciu ramiona opadały, to i swoich postanowiłam nie ruszać, W końcu krepa to tkanina świetnie się układająca, wprost stworzona do luzackich ubrań, no nie. Za to dekolt zmniejszyłam, bo oryginalnie sięga niemal do pasa (widać na zdjęciu sukienki u góry, ale na modelce w bluzce już nie).

Szyło się bardzo dobrze.

Miałam krepę satynową, więc postanowiłam użyć obu stron, żeby było ciekawiej. Wszystkie linie mi się zbiegły tak jak trzeba i nawet nie zaklęłam przy ich dopasowywaniu.:)

Jeszcze przed wykończeniem przymierzałam i bluzka wydawała się niezła, naprawdę.

A wyszedł kaftan kulturysty.




Myślałam, że jeśli założę do niej obcisłe spodnie, to wszystko będzie grać, jakoś się góra zrównoważy z dołem. Niestety. Nie mam ochoty jej zakładać nawet na spacer z psem, a pies naprawdę wybacza mi wszystkie outfity. ;) Nic się tutaj nie sprawdziło, opadające ramiona, krepa, długość. Poza dekoltem. Mam żal, bo rękawy Burda wymyśliła fenomenalne, są zrobione z trzech części i tworzą coś w kształcie balona, czyli są bufiaste ale bez marszczeń. Jaki rozmiar miała modelka, jeśli ja kroję rozmiar 34 i wyglądam w nim jak drwal po wyrębie lasu? Jaką krepę użyć, jeśli z mojej krepy wychodzi bluzka o subtelności koca polarowego?  Tak, wiem, że tkanin krepowych jest cała masa i krepa krepie nierówna. To może warto zamieścić w żurnalu informację o JAKĄ konkretnie krepę chodzi?

Nie daruję tym rękawom. Poprawiam wykrój i jeśli znów nie wyjdzie, to zapłaczę się na śmierć.Bo chcę i bluzkę i wciąż chcę sukienkę. :)


Tutaj poprawiam wykrój rękawów, myślę, że widać ich ciekawy kształt.


P.S. Spódnicę, którą ma na sobie modelka w bluzce, też chcę uszyć. Ciekawe, czy wyjdzie. :>



piątek, 29 sierpnia 2014

Przyjemny apekt blogowania



...to moment, kiedy dostaje się prezent od kumpeli blogerki. ;D Od Ewy z bloga Eduszka dostałam prześliczną kosmetyczkę, profesjonalnie przepikowaną cieniowanymi nićmi. Od kilku dni leży niedaleko kanapy, żebym mogła w wolnej chwili się przyglądać. No, bo ładna jest i koniec!




Na wczoraj natomiast kwitły sekretne plany miłego spędzenia czasu, ale siła wyższa je pokrzyżowała - szkoda, ale co się odwlecze... Na dodatek dostałam awizo i byłam pewna, że nie warto iść na pocztę, bo pewnie czeka tam na mnie jedno z  tych niemiłych, urzędowych pism i popsuje humor do reszty. Ale przemogłam się, wzięłam rodzinę ze sobą i poszłam. A tam czekała na mnie przesyłka z Amazona. :) 




"The Perfect Fit" z serii Singer Sewing Reference Library to krótkie kompendium dotyczące dostosowywania gotowych wykrojów do własnej sylwetki. Bardzo dobrze opisane i bogato zilustrowane, nawet bez głębszej znajomości angielskiego można wiele się nauczyć. Dowiedziałam się o jego istnieniu, jakby inaczej, z bloga innej szyjącej. :) Porady z tej książki można znaleźć w internecie (blogosfera roi się od tutoriali) i większość instrukcji była mi znana, ale i tak nie żałuję zakupu. Kiedy szyję, nie lubię korzystać z komputera, dlatego przedkładam papierowe wydawnictwa nad wynikami z Google. A swoją drogą, czy ktokolwiek nie skusiłby się na bardzo dobry podręcznik szycia za 4 dolary? ;) 




Tak więc, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, mam dowód, że blogowanie rozwija i wzbogaca, a ja mam gdzie schować porozrzucane po całej torbie dokumenty. :))))